Tkliwość

Dzisiaj przyszła do mnie taka refleksja, jakie nasze ciała są mądre.

Jestem osłabiona po grypie i pytam siebie rano:
– Co masz ochotę zjeść? Może jajecznicę?
– Nie, nie na jajecznicę nie mam ochoty! (wyraźna odpowiedź z ciała)
– To może lepiej kromkę z masłem czosnkowym?
– Si, si, tak!
– A z czym kromkę? Jest dobra, wędzona ryba w lodówce. (i już ją wyciągam)
– Nie, nie chcę ryby! -organizm mocno protestuje – Wolę pomidora i trochę cebuli na to. I herbatę zieloną oolong.

Posłuchałam mojego ciała — czego potrzebuje, a czego dzisiaj nie chce, bo może się potem źle poczuć. To, że jest teraz słabsze, paradoksalnie sprawia, że bardziej dba o siebie i o właściwe nakarmienie. Krzyczy głośniej. Dąży do zdrowienia.

I tak też jest czasem na pewnym etapie psychoterapii. Gdy już podotykamy swoich trudnych emocji, zdejmiemy w czasie procesu pewne warstwy ochronne z siebie i przyjrzymy się temu co głębiej zaczynamy być bardziej wrażliwi, albo tkliwi. I jest to trudne. Czujemy mocniej to co jest w nas  co wokół – to, jak ktoś się do nas odnosi, jak my o sobie myślimy. Czujemy mocniej to na co się już nie chcemy zgadzać — i nie zgadzamy, a nawet nie potrafimy już tego przyjmować jak kiedyś. Zauważamy bardziej też to, co nas „karmi” , sprawia radość i jest dla nas ważne. Słuchamy siebie, stawiamy granice i dbamy o swoje potrzeby. Wracamy do siebie .

Mądrość ciała.
Z tą refleksją jadłam śniadanie w grudniowym słońcu, na tarasie, opatulona w puchówkę.

Zapisz się do Newslettera!